Strony


1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145

Polecane

wywóz śmieci Poznań , Toto Mix

Chmura

alem się chęć choćby

Właśnie, na złość myślę sobie pójdę i dopiero wieczorem wrócę. I żeby nie obiad, to bym z pewnością tak zrobiła. Ale tak mi się jeść chciało, żem ją już pocałowała w rękę i powiedziałam, że byłam na wystawie. Zupełnie się nie gniewała, mamo! Teraz tylko czekam tej przyszłej niedzieli, jakby świat jakich. On na pewno przyjdzie, bo obiecał. Kupię sobie co na drugie śniadanie, żeby się na obiad nie śpieszyć, a pani Skrodzkiej powiem, że wcale nie przyjdę.

Akurat, moja mamo, u nas obiad w niedzielę wcześniej niż zwykle. Jakby na złość. Jeżeli jakim przypadkiem będzie ciepło, to sobie od Romany płaszczyka pożyczę. Ona pewnie będzie chora. Jestem ciągle czegoś niespokojna, sama nie wiem czego to mi się zdaje, że będzie deszcz, to, że mi twarz spuchnie albo on nie przyjdzie i nic z tego wszystkiego nie będzie. Bo ja zawsze mam takie szczęście. Jak ja bym chciała, żeby mama teraz do Warszawy przyjechała! Co bym ja mamie nie naopowiadała! Bo tak wszystkiego pisać nie można, a jak się opowiada, to zupełnie inaczej wychodzi.


poprzednia | Strona | następna

Losowy fragment


Czasem, wie mama, to jakby na złość: caluteńki tydzień pogoda prześliczna, kiedy trzeba w pracowni siedzieć, a jak przyjdzie niedziela, to deszcz i deszcz albo śnieg aż się na płacz zbiera.

Zobacz też: Sukienki , Te wiersze , dekoracje weselne